Trądzik pojawił się u mnie w wieku 12 lat i po około roku miał już postać trądziku neuropatycznego (o czym wtedy jednak oczywiście nie wiedziałam). Był to czas kiedy rozpoczęłam naukę w gimnazjum. Nowa szkoła, w której nie umiałam się odnaleźć, trudniejsze i niezrozumiałe przedmioty, konieczność odpowiedzi ustnych przy tablicy, mnóstwo sprawdzianów i kartkówek, a także trudności w relacjach międzyludzkich – to wszystko generowało olbrzymi stres, z którym zdecydowanie nie umiałam sobie wtedy radzić.
Na twarzy zaczęły pojawiać się pierwsze wypryski i zmiany trądzikowe typowe dla wieku nastoletniego; a ja bardzo szybko odkryłam jak dużą ulgę sprawia mi ich wyciskanie. Znalazłam „idealny” sposób na uwalnianie gromadzącego się we mnie przez cały dzień napięcia, które po powrocie ze szkoły mogłam w ten właśnie sposób rozładowywać.
Na początku drapałam tylko twarz, ale szybko zaczęłam też dotykać ramiona i dekolt. Bardzo wstydziłam się tego co robię, ale potrzeba była zdecydowanie silniejsza ode mnie. Ze względu na wypryski i rany, które zaczęły pojawiać się również na plecach, w wieku 14 lat, zrezygnowałam z chodzenia na basen, by nie musieć zakładać kostiumu kąpielowego, a następnie ze wszelkich aktywności takich jak opalanie, wizyty w aquaparku i kąpiele w morzu. Wtedy zdarzało mi się jeszcze pójść na plażę, jednak przebywałam tam obowiązkowo w koszulce. Później wakacje spędzałam już tylko w górach…
Z czasem było coraz gorzej – w wyniku drapania trądzik przeniosłam także na nogi i ręce. Z mojej szafy zniknęły stopniowo bluzki na ramiączkach, a następnie T-shirty. Z biegiem czasu, w lecie zaczęłam nosić bluzki z rękawami do łokcia, a później wyłącznie koszule z długim rękawem. W 2012 roku ostatni raz miałam na sobie krótkie spodenki. Od 2013 roku przez cały rok nosiłam wyłącznie długie spodnie lub spódnice do kostek, a sukienki tylko z całkowicie kryjącymi rajstopami.
Marzyłam by któregoś dnia znów wyjść na dwór w letniej sukience nie czując WSTYDU.
Był rok 2013, moja samoocena i poczucie własnej wartości zmniejszały się każdego dnia, mimo, że nigdy nie były na wysokim poziomie. Zdałam sobie sprawę z tego jak bardzo ograniczające jest dla mnie to co robię i jak negatywnie wpływa to na moją psychikę. Traciłam mnóstwo czasu i energii na myślenie o tym jakie ubranie wybrać i jak zakryć blizny. Miałam bardzo ograniczony wybór strojów, na które sobie pozwalałam. Z czasem uświadomiłam sobie, że czuję się jak więzień we własnym ciele…
Kręciłam się w kółko. Wiedziałam, że muszę znaleźć odpowiedź na pytanie o co właściwie w tym wszystkim chodzi i skąd to się bierze. I wtedy zauważyłam, że moje zachowanie działa tak samo jak uzależnienie. To natomiast skłoniło mnie do wpisania w Internet frazy „nałogowe wyciskanie pryszczy”. Wtedy moim oczom ukazał się artykuł o trądziku przeczosowym (neuropatycznym). Znalazłam stronę i forum, na których opisana była moja przypadłość.
W pierwszej chwili poczułam niesamowitą ulgę – moje niewyjaśnione i niezrozumiałe dla mnie zachowanie zostało gdzieś opisane i nawet ma swoją nazwę! Ponadto okazało się, że jest więcej osób, takich jak ja, których również ono dotyczy. Pomyślałam, że skoro diagnozę już mam, to wyleczę się sama. (Nic bardziej mylnego, ale o tym dalej)
Zaczęłam przeszukiwać Internet, by dowiedzieć się czegoś więcej. W tamtym czasie nic jednak nie znalazłam. Odwiedzałam dermatologów, stosowałam rady aby zajmować czymś ręce i starać się nie dotykać wypukłości na ciele. Na nic się to wszystko jednak zdawało. To było silniejsze ode mnie. Nie wyobrażałam sobie pójść spać niewykonawszy mojego „oczyszczającego” skórę rytuału. Natomiast po każdej takiej sesji odczuwałam niesamowity żal, wstyd i nienawiść do siebie. Nie wiedziałam jak przerwać ten zaklęty krąg…
Nie wiedząc co mogłabym zrobić, uznałam, że najwyraźniej tak już musi być. Żyłam więc sobie tak przez następnych kilka lat. Stopniowo przyzwyczajałam się do wyglądu mojej skóry, ale nigdy w pełni go nie zaakceptowałam i coraz bardziej siebie nienawidziłam. Byłam wyczerpana psychicznie i praktycznie wiecznie podenerwowana. Jak tykająca bomba, która była w stanie eksplodować na skutek najmniejszej nawet sugestii albo uwagi. Mój stan zaczął odbijać się również na otoczeniu i bliskich mi osobach, od których coraz bardziej się dystansowałam. Czułam się tak jakbym wiecznie musiała się ukrywać.
I wtedy nastąpił kolejny przełom – w 2017 roku, zupełnie przypadkiem, na studiach, znalazłam się na wykładzie na temat prokrastynacji (nałogowego odwlekania). Pasowało do mnie w stu procentach! Z wykładu dowiedziałam się, że przypadłość ta ma podłoże emocjonalne i wtedy wszystko zaczęło mi się w głowie układać. Po dłuższym zastanowieniu, zauważyłam, że trądzik neuropatyczny również bardzo dobrze pasuje do tego schematu. Postawiłam więc następną hipotezo-diagnozę – trądzik neuropatyczny ma podłoże emocjonalne – którą postanowiłam sprawdzić.
Zaczęłam bardzo dużo czytać, zgłębiać wiedzę psychologiczną oraz zagadnienia z zakresu psychoterapii i psychiatrii, a każda nowa świadomość stanowiła dla mnie kolejny element skomplikowanej układanki, która wreszcie zaczęła składać się w całość.
Zrozumiałam jak wielki wpływ na nasze zachowania w dorosłym życiu mają powielane przez nas wzory z przeszłości, jak dużo mamy błędnych przekonań na swój temat, których zupełnie nie zauważamy oraz jak olbrzymią rolę w życiu odgrywają emocje, a jak mało uwagi poświęca się im w dzieciństwie.
To wszystko zaś doprowadziło mnie do stwierdzenia, że rozwiązania problemu trądziku neuropatycznego należy szukać przede wszystkim w psychice pacjenta i w tym celu warto cofnąć się do jego przeszłości. W ten sposób weszłam na ścieżkę szeroko rozumianego samorozwoju, pogłębiania samoświadomości i pracy nad sobą. A co z tego wynikło opiszę później.
Fot. Lizbona (Portugalia)
